Pierwszy odnotowany przypadek miał miejsce już 5. stycznia. I od razu z prawdziwym przytupem. Kierowca nie dość, że wjechał pod prąd dojeżdżając do ronda, to jeszcze naprawdę (!) skręcił w lewo i próbował wjechać ponownie pod prąd w 1 Maja. Bezapelacyjnie uzyskuje tytuł Króla Ronda i wiernego słuchacza nawigacji.
Pięć dni później - aż dwa przypadki. o 14.37 kierujący taksówką wjeżdża pod prąd, szybko naprawia swój błąd, ale... pakuje się wprost na patrol policji. 200 złotych za niestosowanie się do znaków.
Mija pięć minut i o 14.42 - kolejny. Temu się udało, bo patrol zapewne jeszcze spisywał poprzedniego mistrza. Uwagę zwróciła mu piesza i chyba się zorientował, że coś nie gra, bo przynajmniej skrzyżowanie pokonał we właściwą stronę.
14 stycznia o 20.50 - powtórka z rozrywki. I znów taksówkarz. Co tam podwójna ciągła i znaki. Co tam jadące na czołówkę auto i inne już na rondzie. Damy radę!
Piąty przypadek trafił 15 stycznia, tuż po południu. Kierowca bez zastanowienia wjeżdża pod prąd. Przepuszcza pieszą i... zaczyna się proces myślowy - dlaczego na tak wąskiej drodze auto jedzie wprost na mnie? Naprawia swój błąd i... prosto pod radiowóz.
Jak widać po reakcjach kierowców z Rudy Śląskiej - zachowują pełen spokój i sporą ostrożność na tym skrzyżowaniu. Może nawet mają ubaw, że udało im się "upolować" kolejnego mistrza ronda? Żartować można, ale do czasu. Kiedy któryś z tych słuchających nawigacji nie spowoduje tragedii.
Może Cię zainteresować:
Druga edycja quizu piłkarskiego "W dwie połowy" już w poniedziałek w Pubie Druid
Może Cię zainteresować:
Mieszkańcy oburzeni. Bank zabrał miejsca parkingowe
Może Cię zainteresować: