Dawid Grabowski: Nie boję się spalarni śmieci. Boję się, że ona nie powstanie (WIDEO)

Katarzyna Pachelska
Dawid Grabowski

Dawid Grabowski to przedsiębiorca z Bytomia, który od wielu lat zajmuje się gospodarką odpadami. Pracował w różnych firmach, obecnie prowadzi własne przedsiębiorstwo z tej branży. Pytamy go, dlaczego ciągle widzimy przepełnione pojemniki na śmieci, czemu musimy płacić za wywóz coraz więcej i czy boi się spalarni śmieci. Obejrzyjcie nasz wywiad wideo.

Dlaczego ciągle widzimy na osiedlach naszych miast przepełnione pojemniki na śmieci? Czyja to jest wina, nas, mieszkańców tych osiedli, czy firm wywożących śmieci? 

- Stawiałbym jednak na mieszkańców. Liczba pojemników nie jest dopasowana do liczby mieszkańców. Wspólnota mieszkaniowa czy spółdzielnia nie doszacowują tej liczby, bo ta liczba jest zaniżana. To znaczy, ludzie nie wpisują do deklaracji właściwej liczby domowników. Jeśli 40 osób uiszcza opłaty, to pojemniki są tylko dla nich. Jeśli w bloku mieszka 50 osób, śmieci się nie mieszczą. To wpływa też na cenę wywozu śmieci, właściwie te 40 osób finansuje odbiór śmieci pozostałych 10 osób. Ludzie nie zawsze są uczciwi - tłumaczy Dawid Grabowski, przedsiębiorca z branży gospodarki odpadami i społecznik z Bytomia. 

Ciągle nie umiemy dobrze segregować śmieci

Nie umiemy też wciąż segregować śmieci. Wrzucamy je do nieodpowiednich pojemników, nie zmniejszamy ich objętości, nie zgniatamy np. butelek plastikowych. 

- Na przykład nie umiemy segregować szkła - zauważa Grabowski. - Do pojemnika na szkło opakowaniowe wrzucamy szkło płaskie, np. lustra, rozbite szklanki. To powinno wylądować w pojemnikach na śmieci zmieszane. To samo jeśli chodzi o papier - pudełko po pizzy powinniśmy wrzucić do odpadów mieszanych, tak samo jak rachunki. Właściwa segregacja śmieci obniża koszty ich wywozu. Nasza błędna segregacja powoduje, że ktoś inny musi to za nas zrobić. A to kosztuje - mówi Dawid Grabowski.

Dlaczego ciągle płacimy więcej i więcej za wywóz odpadów? - Ceny zostały urealnione - twierdzi przedsiębiorca. - System musi być samofinansujący się. To, co zostanie zebrane w ramach opłaty na śmieci, musi być wydane na gospodarkę odpadami - dodaje.

Na rosnącą cenę wywozu śmieci wpływają:

  • wzrost minimalnego wynagrodzenia, 
  • wzrost opłaty marszałkowskiej (opłata za deponowanie na składowisku odpadów już poprzetworzeniowych), 
  • niestabilność prawa, konieczność wymiany śmieciarek na elektryczne (a to koszt niebotyczny wręcz), 
  • wzrost ilości odpadów, 
  • rozliczenie od tony wywiezionych śmieci, a nie na ryczałt. 

Z roku na rok produkujemy odpadów coraz więcej

Czy Dawid Grabowski boi się spalarni śmieci? - Ja się boję, że nie będziemy mieli spalarni - mówi wprost Grabowski - Miałem przyjemność wizytować kilka spalarni. W spalarni odpadów wszystko jest spalane w odpowiednim procesie. Procesy są monitorowane cały czas, w odpowiednim czasie i temperaturze, gdzie wszystkie szkodliwe substancje też się spalają. Następnie jest to filtrowane. To, co wychodzi z komina nie zagraża społeczeństwu. Powinniśmy się bać tego, czym palą nasi sąsiedzi w piecach. Ten proces nie jest kontrolowany. Jeden taki sąsiad może wyrządzić nam więcej szkody niż spalarnia - dodaje.

Spalarnie domykają system. To coś, czego u nas bardzo brakuje, uważa Dawid Grabowski - Nie ma co zrobić z frakcją kaloryczną, która pochodzi z odpadów komunalnych. Ona nie jest tak dobra jak odpady przemysłowe, ale jednak za dobra by ją składować na wysypiskach. Odzysk termiczny to bardzo dobre rozwiązanie. Dzięki odzyskaniu energii z odpadów można ogrzewać osiedla - produkować ciepło, może być wytwarzany prąd (albo jednocześnie), a powstający żużel można wykorzystać jako podbudowę dróg - zauważa. 

Subskrybuj rudzianin.pl

google news icon

czytaj więcej: