Rząd przywraca limity leczenia. Kolejki wystrzelą!

Polski system ochrony zdrowia stoi przed decyzją, która może całkowicie zmienić dostęp do leczenia. Rząd pracuje nad powrotem limitów w NFZ – na wizyty u specjalistów, diagnostykę obrazową, a nawet niektóre zabiegi. Jednocześnie Narodowy Fundusz Zdrowia zapowiada cięcia, bo system nie wytrzymuje rosnących kosztów i ustawowych podwyżek wynagrodzeń. Co to oznacza dla pacjentów?

Ciecia nfz

Pieniędzy na zdrowie nie ma. A gdy w ochronie zdrowia kończą się pieniądze, zaczyna się jedno - kolejki. I to nie tygodnie. Mówimy o latach. Ten scenariusz już się wydarzył. Ten sam rząd już przećwiczył podobny mechanizm. Gdy NFZ przestał płacić za pełne nadwykonania w niektórych obszarach, kolejki eksplodowały - dentysta - z kilku tygodni na rok, rehabilitacja - z miesiąca na nawet trzy lata. Trzy lata czekania na rehabilitację. Trzy lata życia z bólem. Czy naprawdę ktoś wierzy, że przywrócenie limitów w specjalistyce skończy się inaczej? Eksperci mówią wprost, co może się stać. Jeśli dostęp do specjalistów zostanie ograniczony, scenariusz jest bardzo prosty – do neurologa zamiast miesiąc – będziemy czekać nawet 2 lata, do laryngologa - zamiast tydzień, to rok. Do kardiologa – zamiast kilku tygodni - ponad rok. A za każdą z tych liczb stoi konkretny człowiek. Pacjent z problemami neurologicznymi. Dziecko z chorobą laryngologiczną. Ktoś po epizodzie sercowym. Czy naprawdę państwo chce powiedzieć takim ludziom: poczekaj dwa lata?

Wszystko przez ustawowe podwyżki dla medyków? O nie! Przez szukanie oszczędności

Ministerstwo Zdrowia planowało przesunięcie corocznej waloryzacji pensji medyków na styczeń 2027 roku oraz oparcie podwyżek na wzroście płac w sferze budżetowej. Zapowiadanej nowelizacji ustawy o wynagrodzeniach w ochronie zdrowia jednak nie będzie. Podwyżki zaplanowane są na 1 lipca i basta. A kasy nie ma. Wpadli więc na pomysł. By ratować budżet, NFZ szuka oszczędności. Na kim? Oczywiście na pacjentach. W trakcie Kongresu Wyzwań Zdrowotnych wiceprezes NFZ, Jakub Szulc, zapowiedział kolejne ograniczenia w rozliczaniu świadczeń nielimitowanych. Podczas posiedzenia zespołu trójstronnego powiedział, że wkrótce zostanie zaprezentowany projekt zarządzenia, który będzie dotyczył ograniczeń w finansowaniu świadczeń ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS), analogicznie do zmian w badaniach diagnostycznych przedstawionych na początku marca. Dotyczyły one wtedy tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, gastroskopii i kolonoskopii, obecnie świadczeń nielimitowanych. W nowym projekcie – wszystkie poradnie specjalistyczne zostaną objęte tymi limitami. Już same te ograniczenia wzbudziły protest placówek zdrowia. Bo nawet kolonoskopia wymaga, poza lekarzem, często anestezjologa. A do tego dochodzi dezynfekcja lub nowy sprzęt. Czasy wyparzarek już się skończyły.

NFZ tłumaczy, że nie wprowadza limitów. Do wysokości umowy świadczeniodawcy otrzymają zapłatę w 100 procentach, a za nadwykonania - 40 procent. Do tego - nadwykonania nie zostaną rozliczone standardowo, co kwartał, ale po zakończeniu roku. A poradnia lekarzowi za nadwykonania płaci 50 procent wartości. Czyli będzie musiała dopłacać lekarzowi "z kapsy"? Raczej nie.

- Jeżeli ten plan wejdzie w życie 1 lipca, to oznacza, że do końca czerwca robimy normalnie, a potem nie robimy nadwykonań. Nie znam szczegółów, ale w poprzednim planie były zapisy o pacjentach na cito i pierwszorazowych, których będzie się przyjmować, ale konsultacja na przykład będzie za półtora roku. O kolejkach nawet nie chcę myśleć – mówi dr Michał Świerszcz, szef Przychodni Lekarskiej Wawelska w Rudzie Śląskiej. – Warto też zapytać NFZ-tu – kiedy dostaniemy pieniądze za czwarty kwartał minionego roku.
- Do ubiegłego roku się odniosę - robiliśmy bezlimitowo świadczenia, na tyle, na ile mogliśmy. Nie mamy zapłaconego czwartego kwartału. Tak naprawdę kredytujemy płatnika dla dobra pacjentów i nie wywołania nerwowej atmosfery. U pacjentów i lekarzy kontraktowych. Ci biorą 50-60 procent za punkt wykonania. W tym roku, w związku z opóźnieniami, były wielomilionowe zaległości, ale mam tę sytuację, że było mnie stać na kredytowanie systemu. Pozwoliłem poszczególnym lekarzom na realizację ponad limit. Ale miałem przeczucie, jak się okazuje. Obecny plan rządowy - 40 procent - nie pokryje nam kosztów chirurgii, laryngologii i wielu innych specjalizacji. Nie pokryję nawet świadczeń. 40 procent? Czyli lekarz dostanie 20 procent. Prosta zasada - pół na pół. Mam dokładać? A dodatkowo - kto mi będzie czekał rok na pieniądze? Nikt nie będzie się chciał tego podjąć! Gdybym się nawet zdecydował, to mogę liczyć na to, że dopiero w 2027 dostanę pieniądze za wykonaną pracę! - mówi prezes zarządu Fundacji "Unia Bracka", Przemysław Zawadzki. - Na pewno sytuacja będzie fatalna - dla pacjentów i dla personelu medycznego. Dotąd kredytowaliśmy te świadczenia, ale pacjenci byli przyjmowani na bieżąco i mogliśmy im zapewnić stałą opiekę. Co będzie dalej? Wydłużymy pacjentom drogę do dostania się do lekarza. Tknięty przeczuciem ograniczyłem przyjmowanie ponadlimitowe. Ale nowe przepisy wywołają nieprzyjemne sytuacje w rejestracji. Bo dotąd nie limitowaliśmy przyjęć. Dodatkowo będzie kłopot z lekarzami. Kiedy ktoś mi mówi, że zapłaci 40 procent za procedurę, a utrzymam limity, czyli zacznę im płacić 20 procent - lekarze zaczną szukać innych miejsc pracy albo przechodzić w prywatę. Pamiętajmy, że pracujemy ciągle na stawkach sprzed 25 lat!

Najważniejsza kwestia - jak to wpłynie na pacjenta? Ale też na placówki świadczące usługi medyczne

- ⁠Jeśli te zapowiedzi wejdą w życie - stracą na tym wszyscy. Stracą pacjenci – bo na przykład termin oczekiwania na wizytę u okulisty może się wydłużyć nawet do dwóch–trzech lat. Stracą lekarze – bo przy ograniczeniach punktowych nie będą mogli realizować tak rozszerzonej diagnostyki, jak dotychczas, a przede wszystkim, z powodu braku środków na leczenie, będą musieli informować pacjentów, że kolejna wizyta odbędzie się np. za dwa lata. Zagrożona będzie także płynność finansowa wszystkich podmiotów medycznych. W Grupie Szpakmed pracuje ponad 270 osób – przy takim ciosie w finanse utrzymanie tego poziomu zatrudnienia może okazać się niewykonalne, co w skrajnym scenariuszu może prowadzić nawet do zwolnień grupowych. I nie mówimy tu o punktach, tabelkach i Excelu. Mówimy o ludziach, którzy każdego dnia poświęcają swoje życie, by pomagać pacjentom – mówi Michał Rozewicz, prezes zarządu Grupy Szpakmed.
- Gastroskopie i kolonoskopie można przerzucić na POZ-ty. A kolejki? Pacjent po prostu rzadziej będzie przychodził do specjalisty, bo nie będzie mu się chciało czekać na rezonans za półtora roku. Na placówkach takie cięcia na pewno się odbiją, wstrzymają wykonania badań, jeśli będzie finansowanie na poziomie 40 procent, pójdą w obniżkę kosztów – czyli płac. A że za mniej nikt nie będzie pracować – odbije się to na przykład na serwisowaniu sprzętu czy zakupach nowego – mówi szefowa Poradni Specjalistycznej przy Niedurnego w Rudzie Śląskiej, Urszula Gryga.

Wszystko więc przez podwyżki dla medyków? Według szefa związku szpitali powiatowych - finansowanie podwyżek powinno być zapewnione ustawowo, a dotacje na ten cel powinny być z budżetu państwa, aby nie odbywało się to kosztem pacjentów.

- Już w obecnej sytuacji musimy pracować do limitów, a potem na własne ryzyko. Jeśli wiemy, że nadwykonanie, według nowego projektu, ma być wypłacone po 12 miesiącach, to nas na to po prostu nie stać. Trudno cokolwiek więcej powiedzieć, bo ze strony NFZ i Ministerstwa Zdrowia nie ma jeszcze żadnych konkretów. Na razie czekamy. Ale jeśli to, o czym mówią, wejdzie w życie - dostępność do diagnostyki i nawet wizyt będzie ograniczona. Nie ma wyjścia. Będziemy mieli limity. Kolejki już są odległe, ale na ten nowy scenariusz nie jesteśmy gotowi – mówi Ewa Krych, prezes Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej.

Ilu miliardów złotych brakuje w rządowej kasie tylko na ochronę zdrowia – nikt nie chce powiedzieć. Mówi się o 40 miliardach. Ale zależy od tego, gdzie spojrzeć. Niedofinansowane szpitale, niezapłacone kontrakty…

- Ograniczenie gastroskopii i kolonoskopii nas zaskoczyło. Rak jelita grubego jest na drugim miejscu zachorowalności wśród nowotworów. Czym jeszcze NFZ nas zaskoczy w tym roku, jakie ograniczenia musimy jeszcze założyć w swoich budżetach, planach naprawczych? - pyta Marta Nowacka, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.

Kto na tym zyska? Na pewno nie pacjent!

Ekonomia jest brutalnie prosta. Gdy kolejki w NFZ rosną, dostęp do specjalistów się pogarsza, leczenie się opóźnia - pacjenci zaczynają płacić prywatnie. Kupują abonamenty. Kupują pakiety. Kupują wizyty "od ręki". I tu w sukurs wychodzą Lux Med i Allegro. 16 marca ogłosiły współpracę, by sprzedawać prywatne abonamenty medyczne bezpośrednio na platformie zakupowej.

- Usługi będą świadczone przez grupę Lux Med, Allegro jest marketplacem. Model współpracy jest analogiczny, jak przy innych partnerstwach. Będziemy generować prowizję. Po obu stronach jest determinacja, by partnerstwo zamieniło się w komercyjny sukces – powiedział prezes Allegro, Marcin Kuśmierz.
- Lux Med jest bardzo silny w B2B, to nasz główny kanał. Rok temu postanowiliśmy postawić silną drugą nogę i wejść w B2C. Potrzebujemy do rozwoju tego segmentu partnerstw, i to partnerstw strategicznych. Allegro jest idealnym partnerem – powiedziała prezes spółki, Anna Rulkiewicz. - W pierwszym etapie, do końca marca, w planach jest zaoferowanie pakietów medycznych i abonamentów, poszerzonych o ubezpieczenia, dla sprzedawców Allegro (przyp. red. - ok. 160 tys. podmiotów). Drugi projekt, nad którym pracujemy dotyczy usług zdrowotnych na platformie Allegro, takich jak usługi diagnostyczne, pakiety stomatologiczne itd. Trzeci etap to usługi medyczne, pakietowe dla posiadaczy Smart.

Z wypowiedzi przedstawicieli spółek wynika, że wszystkie trzy etapy miałyby mieć miejsce w tym roku. A celem jest zdobycie miliona abonentów!

Nie wiadomo jeszcze, co owe pakiety konkretnie będą obejmować. Może idziemy w model amerykański, gdzie masz wprawdzie ubezpieczenie, ale już tomograf jest "eksperymentalnym" badaniem i go nie obejmuje?

Podzielić możemy się za to jedną, powtarzaną przez wielu opinią (nie przez nas, żeby nie narazić się na proces!) – Lux Med przyjmuje zdrowych, a chorych odsyła. Do POZ-tów. Tak już się działo w sezonach grypowych i każdy to potwierdzi.

Kto więc na tym zyska? Na pewno nie pacjenci. Nie publiczne placówki. Nie lekarze pracujący w systemie. I właśnie dlatego coraz więcej ludzi zaczyna zadawać pytanie, które jeszcze niedawno wydawało się absurdalne - czy państwo chce naprawić system czy raczej powoli przyzwyczaja Polaków do tego, że za szybkie leczenie trzeba będzie płacić prywatnie? A tak naprawdę – nie za leczenie, tylko wizytę. Bo na leczenie znów trafią do poradni, które, z racji braku środków, każą im czekać w kolejce. Koło się zamyka, kurtyna.

Chebzie zmiana ruchu

Może Cię zainteresować:

Zmiany w organizacji ruchu na Chebziu. Na szczęście głównie nocą

Autor: Jacek Skorek

16/03/2026

Policja poscig ruda slaska

Może Cię zainteresować:

Uciekał przed policją w Rudzie Śląskiej. Miał powody...

Autor: Jacek Skorek

16/03/2026

Wypadek motocykl chebzie

Może Cię zainteresować:

Sobotni wypadek motocyklowy w Chebziu - kierujący był pijany

Autor: Jacek Skorek

12/03/2026

Subskrybuj rudzianin.pl

google news icon
Reklama